Legoland dla dorosłych

Skandynawia | Brak komentarzy

Każdy z nas, a przynajmniej większość, lubi się czasami poczuć jak dziecko. Cofnąć  w jakiś tajemniczy sposób do czasów, kiedy zabawa była sensem życia, a problemy egzystencjalne totalną fikcją. Dla mnie takim wehikułem czasu była wyprawa do Danii do Legolandu.

1

W samym Legolandzie spędziliśmy cały boży dzień: od godziny 10 do 18. I choć już pod koniec dawało się odczuć zmęczenie, do ostatnich minut biegaliśmy od atrakcji do atrakcji, żeby jeszcze się przejechać na tym albo na tamtym. A w Legolandzie jest z czego wybierać…

Obowiązkowo trzeba zajrzeć do Atlantis czyli czegoś w rodzaju oceanarium. Można w nim podziwiać całe podwodne życie, przeróżne ryby, rekiny, morskie żyjątka. Wchodzi się do szklanego tunelu i nagle nad głową przepływa… rekin albo płaszczka. Gdyby nie szkło można się nieźle wystraszyć. Oczywiście nie może się obyć bez elementów z klocków. W wodzie co jakiś czas pojawiają się ludziki Lego lub jakieś inne budowle i to w wersji interaktywnej. Ja na zewnątrz wciskam guziczek, a ludzik Lego w stroju nurka zaczyna wiercić w morskim dnie.

Obok Atlantis znajduje się kino z filmami w 4D. Efekty są naprawdę zabawne! I wiatr na twarzy, który wywołują bohaterowie z ekranu podczas wyścigu samochodowego, i śnieg, który powinien padać jedynie na ekranie, a pada ci prosto na głowę…

To te z bardziej relaksujących atrakcji. Prawdziwa jazda zaczyna się dopiero teraz…

Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło, żeby wsiąść do wagonika o szumnej nazwie “Mexican to go”. Trasa przypominała coś w rodzaju rollercoastera. Zawrotna szybkość i raz jesteś na jednym boku, raz na drugim, a w końcu śmigasz centralnie w dół. Nie wiem, jakie widoki można podziwiać po drodze, bo jechałam z zamkniętymi oczami 🙂

Z nadzieją w sercu, że gorzej być nie może, idąc za radą pana Zdzicha kierowcy naszej wycieczki, ruszam dalej. Wybrałyśmy z przewodniczką Danusią „Power Builder”. Polega to na tym, że przed wejściem każdy sam sobie programuje, jakie ruchy ma wykonywać urządzenie-fotel zawieszony w przestrzeni, na którym się siada. Tego, co wyprawiała z nami maszyna nie da się opisać słowami. Już po wszystkim zeszłam zielona ze śmiercią w oczach.

Moim numerem jeden był zdecydowanie spływ pontonem w części pirackiej. I relaksacyjna łódeczka Miniboats pływająca wokół Białego Domu i Statuy Wolności. A wszystkie budowle oczywiście wykonane z klocków Lego.

2

Na terenie Legolandu znajduje się mnóstwo kafejek, restauracji i oczywiście sklep. Istny raj dla najmłodszych, choć nie tylko. Ceny typowo duńskie, ale nie wypada przecież nie kupić sobie jakieś pamiątki. Np. wagi kuchennej z głową ludzika Lego za jedynie 50 dkk. Polecam również lunch w formie bufetu szwedzkiego w Family Buffet za 149 dkk za osobę dorosłą.

Nie można też pominąć Minilandu. Zrobiony misternie z samych klocków Lego, a w nim całe miasteczka, w których tętni życie. O rany, kto to w ogóle wymyślił i wykonał?!

Zdecydowanie to był udany dzień. Chciałoby się wręcz napisać: gorąco polecam!

Magdalena Śliżewska

"Może faktycznie to nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?"- napisała dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska. Coś w tym jest. W końcu dziwnym splotem okoliczności to Skandynawia wybrała mnie... Od kilkunastu lat pracuję w szwedzkiej firmie Stena Line i dzięki temu mam możliwość poznawać tamte strony. A biorąc pod uwagę, że jako absolwentka dziennikarstwa jestem bardzo ciekawska, chłonę tę wiedzę zawsze z wielką chęcią. I z równie dużą przyjemnością podzielę się nią z Wami ;)

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.