Trzech Króli i 13 stycznia

Skandynawia | Brak komentarzy

Wiecie jaki jest finał bożonarodzeniowego świętowania w Szwecji?

Objawienie Pańskie albo Trzech Króli nie zawiera większego ładunku symbolicznego w kościelnym kalendarzu, a nawet w niektórych kościołach nie jest uznawane za święto. To na ogół dodatkowy dzień wolny od pracy, w którym dużym powodzeniem cieszą się ostatnie już występy bożonarodzeniowych rewii.

Świętu Trzech Króli nie towarzyszą w Szwecji żadne szczególne obyczaje, ale jeszcze w XIX wieku właśnie w tym dniu pojawiali się kolędnicy. Przebrani za trzech królów uczniowie chodzili z Herodem i Judaszem od zagrody do zagrody, grając krótką sztukę o gwieździe betlejemskiej, rzezi betlejemskich dzieci i ucieczce do Egiptu. Obecnie kolędników, chłopców w białych spiczastych czapkach ze złotymi gwiazdami, można zobaczyć w orszaku Łucji, tyle że pełnią w nim jedynie funkcję swoistej przeciwwagi dla licznej reprezentacji żeńskiej.

W niektórych krajach dzień Trzech Króli oznacza definitywny koniec świąt Bożego Narodzenia. Szwedzi, Finowie i część Norwegów, niechętni tak rychłemu zakończeniu, przedłużają ten okres o kolejny tydzień nowego roku i kończą świętowanie 13 stycznia na Knuta, który w szwedzkich kalendarzach bywa nazywany tjugondag (dwudziesty dzień).

13stycznia

Powody kontynuacji świętowania nie są zbyt jasne, dużo przemawia jednak za tym, że to właśnie 13 stycznia wikingowie w porze przesilenia zimowego, zwykli byli składać ofiary z ludzi i urządzać wielkie uczty. Uważa się, że wczesny kościół chrześcijański chciał w krajach nordyckich wyeliminować tę okropność i dlatego włączył ofiarę przesilenia zimowego w ramy Bożego Narodzenia. Posłużył się też regułą, stosowaną przy innych świątecznych okazjach, związaną z małymi, trwającymi tydzień po świętach poprawinami, tak zwaną oktawą.  A 13 stycznia to bez wątpienia oktawa Trzech Króli.

Tak czy inaczej w tjugondag Szwedzi rozbierają choinki. Całe rodziny schodzą się na wspólne zdejmowanie ozdób i świecidełek, a temu wszystkiemu towarzyszy dobra zabawa. Dzieci jedzą tort, piją soki, a po wyrzuceniu świątecznego drzewka wracają do domu z torbą słodyczy w jednym ręku, w drugim natomiast trzymają skarby, które udało im się złowić w tzw. stawie w kącie pokoju.

Taka wizja przedłużenia świąt wydaje mi się całkiem przyjemna. A Wy co o tym myślicie?

mikolajki

Magdalena Śliżewska

"Może faktycznie to nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?"- napisała dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska. Coś w tym jest. W końcu dziwnym splotem okoliczności to Skandynawia wybrała mnie... Od kilkunastu lat pracuję w szwedzkiej firmie Stena Line i dzięki temu mam możliwość poznawać tamte strony. A biorąc pod uwagę, że jako absolwentka dziennikarstwa jestem bardzo ciekawska, chłonę tę wiedzę zawsze z wielką chęcią. I z równie dużą przyjemnością podzielę się nią z Wami ;)

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.