Z wizytą w Sztokholmie

Skandynawia | 2 komentarzy

Sama się sobie dziwię, że dopiero teraz piszę o tym pięknym mieście. Może dlatego, że jestem raczej miłośniczką małych miasteczek? No nie wiem, ale Sztokholm rzeczywiście robi duże wrażenie. Zresztą jak większość stolic. Przynajmniej tych, które miałam okazję odwiedzić, a które mogą się pochwalić klimatyczną starówką.

Ogrody królewskie

Na miasto wybrałam się z grupą zorganizowaną pod okiem licencjonowanego przewodnika w osobie pani Basi, która od lat mieszka w Szwecji. Wyposażona w zielony wachlarz, żeby być widoczną w tłumie i z bardziej hiszpańskim (adekwatnie do wachlarza), niż szwedzkim temperamentem, zaczęła oprowadzanie od starego miasta.

Zamek Królewski. Okazało się, że obecnie król tam tylko wyłącznie pracuje, ponieważ przeprowadził się z całą rodziną do Drottningholm, skąd prawie codziennie dojeżdża do centrum i przeżywa koszmar poranków w postaci korków. Zmiana warty przed Zamkiem Królewskim skojarzyła mi się z Londynem. Faceci w mundurach jak zwykle przyciągają tłumy turystek.

Sztokholm2

Trafiliśmy też na podwórko z fontanną i jeszcze mniejszą figurką chłopca, którego podobno  trzeba pogłaskać po głowie, aby jeszcze kiedyś wrócić do stolicy Szwecji. Figurka jest prześliczna, ale jej głowa od tego ciągłego głaskania świeci się już jak księżyc w pełni.

Chłopiec

Na starym mieście trzeba obowiązkowo też zobaczyć posąg świętego Jerzego, najwęższą uliczkę, która ma jedynie 90 cm szerokości, pismo runiczne, najstarszy bank centralny lub piękny kościół fiński z ażurową wieżą. No i oczywiście Grand Hotel, w którym nocują laureaci Nagrody Nobla.

Następnego dnia trafiłam do specyficznego Vasamuseet (Muzeum Vasa). Statek Vasa to piękna i ogromna jednostka wybudowana w XVII wieku. Miała 62 m długości, niecałe 12 m szerokości, mnóstwo przepięknych galionów i mieściła 450 osób załogi, które były potrzebne do obsługi 64 armat. Okręt budowało 400 osób z 1000 czarnych dębów, a  to wszystko trwało 3 lata.

Vasa był prawie doskonały, miał tylko jedną małą wadę – mógł przepłynąć zaledwie niespełna dwa kilometry. Z powodu błędów konstrukcyjnych swój pierwszy i ostatni rejs zakończył w odległości dwóch kilometrów od portu sztokholmskiego. Gdyby nie to, pewnie okręt wpłynąłby do Polski, która była wtedy dla Szwecji wrogiem numer jeden. Jeszcze coś, co nas łączy z tą historią. Polską rządził ówcześnie król Zygmunt, kuzyn szwedzkiego króla (mieli wspólnego dziadka ze strony ojca). Zygmunt był w przeszłości regentem Szwecji, jednak został zdetronizowany ze względu na wiarę katolicką.

Wrak wydobyto dopiero w 1961 roku i po kilkunastu latach żmudnej pracy udostępniono do zwiedzania w specjalnie zbudowanym budynku, z którego nad dachem wystają trzy maszty okrętu. Statek można obejrzeć z 6 poziomów, nie można wejść bezpośrednio na pokład, co jest nawet logiczne, bo za chwilę zostałyby z niego tylko wióry. Tym bardziej, że do muzeum trafia rocznie ponad milion odwiedzających. Ciekawe, że to całe tragiczne zdarzenie związane z zatopieniem Vasy Szwedzi zamienili w taką perełkę turystyki…

Będąc w Sztokholmie zaledwie dwa dni, zdążyłam wybrać się też na rejs stateczkiem po archipelagu i na zwiedzanie twierdzy Vaxholm.

Największe wrażenie zrobiła na mnie chyba jednak wizyta w królewskiej rezydencji Drottningholm, która jest porównywana do naszego Wilanowa. Tylko część zamku jest przeznaczona dla turystów, w pozostałej mieszka król Karol Gustaw XVI z żoną Sylwią. Niestety chodząc po korytarzach nie udało się wpaść przypadkiem na nikogo z rodziny królewskiej, co za pech… Za to spacer po ich ogrodzie trochę zrekompensował ten żal. Wiecie, że bycie królewną to bardzo ciężka praca? Viktoria, córka króla, po ślubie ze swoim osobistym trenerem Danielem musiała w ciągu jednego dnia uścisnąć aż 780 par rąk swoich podwładnych. To jest dopiero ciężka praca, prawda?

Dwa dni na Sztokholm to trochę za mało, dlatego cały czas kombinuję, jakby to zrobić, żeby znowu tam pojechać nie mając na to za bardzo pieniędzy. Macie jakieś sugestie?

P.S. Dla wszystkich zainteresowanych odwiedzeniem Sztokholmu, podrzucam tutaj link na pakiet prom plus hotel w Sztokholmie od Sembo! Skorzystajcie z 20% zniżki na prom Stena Line!

Magdalena Śliżewska

"Może faktycznie to nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?"- napisała dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska. Coś w tym jest. W końcu dziwnym splotem okoliczności to Skandynawia wybrała mnie... Od kilkunastu lat pracuję w szwedzkiej firmie Stena Line i dzięki temu mam możliwość poznawać tamte strony. A biorąc pod uwagę, że jako absolwentka dziennikarstwa jestem bardzo ciekawska, chłonę tę wiedzę zawsze z wielką chęcią. I z równie dużą przyjemnością podzielę się nią z Wami ;)

  • Krystyna says:

    W przyszłym roku wybieram się do Sztokholmu ze Steną (Wasza oferta). Oferta jest bardzo ciekawa. Niestety nie wiem czy moja 73 – letnia Mama (która właśnie zeszła na ląd po wycieczce Geteborg- Oslo) da radę. Mama bardzo czynnie uczestniczyła w wyprawie, dzielnie chodziła po szkierach ( jest bardzo aktywną i sprawną osobą). Z Wasze wycieczki wróciła pełna wrażeń, zachwycona przewodniczką Edytą (bardzo proszę o przekazanie Edycie podziękowań) i widokami. Spełniło się jedno z marzeń mojej Mamy (te widoki… bezcenne).

    • mm Magdalena says:

      Pani Krystyno,
      jeśli mama poradziła sobie na wycieczce do Oslo, to w Sztokholmie również da sobie radę.
      Pozdrawiam Panie serdecznie!

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.