Z poradnika młodego żeglarza

Na promie | 1 komentarz

Jakby to powiedział Pan Prezydent: „Kiedy mnie pytają, jak sobie radzę z chorobą morską, to mówię…” No właśnie.

Niestety wiele osób boryka się z tym problemem. A choroba morska to po prostu choroba lokomocyjna. Wywołuje ją brak zgodności bodźców, sygnałów wzrokowych i błędnika, odbieranych przez mózg. Objawy mogą być różne. Od zawrotów głowy poprzez nudności i w efekcie wiadomo… Chwilowe wyłączenie z życia. Zdecydowanie nie jest to nic przyjemnego. Szczególnie wtedy, gdy wsiadamy na prom w doborowym towarzystwie, wszyscy wyśmienicie się bawią, a my umieramy w kabinie z powodu choroby morskiej. Okropność. Jak w takim razie sobie z nią radzić? Różne źródła podsuwają nam rozmaite pomysły.

Po pierwsze: nie podróżować, najlepiej nie wychodzić z domu i problem z głowy. To chyba najgłupsze rozwiązanie i oczywiście żart. Można natomiast skorzystać z dostępnych na rynku specjalnych medykamentów. Jednym z bardziej popularnych jest Aviomarin lub Lokomotiv, ale na rynku wciąż pojawiają się nowe środki, wystarczy zapytać w aptece. Problemem mogą być niestety skutki uboczne zażycia takich leków, np. senność (w takim wypadku niestety i tak nici z zabawy ze znajomymi).

Przeczytałam gdzieś w Internecie, że przydatne są też naturalne plastry Transway. Podobno nie mają żadnych efektów ubocznych i mogą być używane przez osoby chore na serce, cukrzycę, etc., ale co ciekawe: „nie zaleca się stosowania go u osób przewlekle cierpiących na choroby o objawach podobnych do choroby morskiej”. Hmmm…

Innym znanym naturalnym lekiem na chorobę morską jest imbir. Jego korzeń działa przeciwwymiotnie oraz poprawia samopoczucie. Wielu osobom pomaga także naturalny olejek miętowy. Wystarczy jedna kropla pod nosem, aby zapobiec zawrotom głowy, skurczom żołądka i odruchom wymiotnym.

Specjaliści podają, że nie bez znaczenia jest również dieta i nastawienie psychiczne. Przed wyjazdem jemy lekki posiłek, najlepiej bogaty w owoce i warzywa, nie pijemy napojów gazowanych, a dzień wcześniej kładziemy się spać o przyzwoitej porze, żeby wstać wypoczętym. Unikamy również tłustych i ciężkich potraw o silnym aromacie. Przy chorobie lokomocyjnej nawet zapach ulubionego jedzenia będzie bardzo silnie oddziaływał na nasz zmysł powonienia wywołując odruch wymiotny.

Znane są również teorie, że tak naprawdę wystarczy wypić trochę alkoholu, a po chorobie ślad znika. Niestety nie mogę się wypowiedzieć w tej kwestii, bo… dzięki Bogu nie miewam chorób lokomocyjnych.;) Natomiast mam znajomego, który za każdym razem przed wejściem na prom zjada opakowanie Lokomotivu, a i tak cały rejs spędza w kabinie. Biedaczysko nie wierzy już w żadne cudowne recepty, porady, etc. „Nic nie działa, no nic”. Cóż, no co zrobisz jak nic nie zrobisz…

Jeżeli ktoś zna jakąś inną wspaniałą recepturę (najlepiej skuteczną) na chorobę morską, niech da znać! Ahoj zatem i do zobaczenia na morzu!

znaki

Magdalena Śliżewska

"Może faktycznie to nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?"- napisała dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska. Coś w tym jest. W końcu dziwnym splotem okoliczności to Skandynawia wybrała mnie... Od kilkunastu lat pracuję w szwedzkiej firmie Stena Line i dzięki temu mam możliwość poznawać tamte strony. A biorąc pod uwagę, że jako absolwentka dziennikarstwa jestem bardzo ciekawska, chłonę tę wiedzę zawsze z wielką chęcią. I z równie dużą przyjemnością podzielę się nią z Wami ;)

Zostaw odpowiedź dla Drinki na promie – Super Blonde | Blog Stena Line Polska Anuluyj odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.