Gdynia – moje miasto

Skandynawia | 2 komentarzy

Chciałabym Wam opowiedzieć o moim rodzinnym mieście. I choć to blog o Szwecji, bez Gdyni nie byłoby przecież połączenia promowego do Karlskrony, prawda?

W tym roku Gdynia obchodzi swoje 90 urodziny. Dopiero 10 lutego w 1926 roku otrzymała prawa miejskie. Wcześniej była po prostu małą rybacką wioską.

Historię miasta w pigułce pięknie opisano na stronie internetowej www.gdynia.pl i tę opowieść chciałabym Wam przybliżyć.  A było to tak…

Odzyskanie przez Polskę w 1918 roku niepodległości, upragnionej po blisko 150 latach zaborów, jeszcze nie przyniosło jej dostępu do morza. Zaślubiny Polski z morzem, ten symboliczny akt inaugurujący proces spełnienia narodowych snów o dostępie do Bałtyku, o flocie, o morskiej potędze, mogły się odbyć dopiero 10 lutego 1920 roku w Pucku. Traktatem Wersalskim przyznano Polsce skrawek wybrzeża. Bez portu.

Ledwo 3 miesiące po uroczystościach w Pucku wiceadmirał Kazimierz Porębski – ówczesny dyrektor Departamentu Spraw Morskich Ministerstwa Spraw Wojskowych, oddelegował na Pomorze inż. Tadeusza Wendę by poszukał najdogodniejszego miejsca pod budowę portu wojennego. Już w czerwcu 1920 roku Tadeusz Wenda złożył sprawozdanie z przeprowadzonej lustracji Wybrzeża. Pisał w nim tak: “… najdogodniejszym miejscem do budowy portu wojennego (jak również w razie potrzeby handlowego) jest Gdynia, a właściwie nizina między Gdynią a Oksywą, położoną w odległości 16 km od Nowego Portu w Gdańsku. Miejscowość ta ma następujące zalety:

  1. Osłonięta jest przez półwysep Hel nawet od tych wiatrów, od których nie jest wolny Gdańsk.
  2. Głęboka woda leży blisko od brzegu, a mianowicie linia 6 mt. głębokości w odległości 400 mt. od brzegu, a
  3. linia 10 mt. głębokości w odległości od 1300 do 1500 mt.
  4. Brzegi są niskie, wzniesione na 1 do 3 mt. nad poziomem morza.
  5. Jest obfitość wody słodkiej w postaci strumyka „Chylonja”
  6. Bliskość stacji kolejowej Gdynia (2 km).
  7. Dobry grunt na rejdzie …”

Zanim jednak Sejm uchwalił ustawę o budowie portu, a ściślej „o samodzielnej organizacji bazy morskiej”, (którą jeden z przedwojennych wykładowców Szkoły Morskiej dr Aleksy Majewski, nazwał Wielką Kartą Gdyni), nad sielską „Bożą Zatoczkę” u podnóża Kamiennej Góry i klifu w Orłowie przybywali na wczasy letnicy.

Był wśród nich jeden z największych pisarzy polskich Stefan Żeromski. Zresztą do dzisiaj można odwiedzić jego „domek”, który znajduje się w Orłowie obok Liceum Plastycznego. Żeromski w 1921 roku bacznie przyglądał się trwającym już robotom przy budowie tymczasowego portu wojennego i schroniska dla rybaków. Zainspirowała go ta praca, w której dostrzegł początek nowej epoki, wielką szansę tego miejsca. Napisał książkę „Wiatr od morza”, w której przedstawił jeszcze nieistniejący, ale jak się wkrótce okazało zaskakująco wierny rzeczywistemu, obraz portu i miasta Gdyni. To literacka wizja, wiernie oddająca klimat tamtych czasów, w której rodziło się miasto.

23 września w 1922 roku, Sejm uchwalił ustawę „o budowie portu przy Gdyni na Pomorzu jako portu użyteczności publicznej”. Narodowa inwestycja, jaką była ostatecznie budowa portu w Gdyni, spłaciła się już przed II wojną światową, spełniając zarazem rolę katalizatora społecznej energii i patriotyzmu. Dzięki Gdyni Polacy uwierzyli, że stać ich na realizację najambitniejszych marzeń i wyzwań XX wieku.

Człowiekiem, który inżynierskiej myśli Tadeusza Wendy i literackiej wizji Stefana Żeromskiego nadał polityczny wymiar i rangę narodowej inwestycji był Eugeniusz Kwiatkowski – z zawodu inżynier chemik, z pasji polityk. Estakada łącząca trójmiejską obwodnicę między innymi z dzielnicą Obłuże i Oksywie, nosi właśnie jego imię.

FullSizeRender_1

Fot. Magdalena Śliżewska

Od chwili objęcia przez Eugeniusza Kwiatkowskiego stanowiska Ministra Przemysłu i Handlu w 1926 roku (a także wówczas, gdy pełnił funkcje wicepremiera w ostatnim rządzie II Rzeczpospolitej przed wybuchem II wojny światowej), sprawa portu w Gdyni, tocząca się nie dość raźno, nabrała tempa. Był on bowiem wielkim propagatorem morskiej polityki państwa w oparciu o nowoczesny port w Gdyni. To dzięki jego orędownictwu Sejm przyznawał stosowne fundusze na rozwój portu i miasta, które dla przedwojennego pokolenia Polaków było istną Ziemią Obiecaną czy wręcz Ameryką.
Eugeniusz Kwiatkowski był politykiem obdarzonym talentem publicystycznym, który wykorzystywał między innymi do spopularyzowania spraw Gdyni. Zarażał swoją pasją, żarliwością. Wzruszał i poruszał bezinteresownością, patriotyzmem. Jest uważany za ojca Gdyni, jej twórcę i budowniczego, oczywiście obok Tadeusza Wendy i wiceadmirała Porębskiego. Gdynianie nadali mu w 1928 roku honorowe obywatelstwo swego miasta.

Bujny rozwój Gdyni w okresie 15 lat, począwszy od 1926 roku, został dramatycznie zahamowany wybuchem II Wojny Światowej. Miasto nie ucierpiało w wyniku bombardowań, zwłaszcza w porównaniu z Warszawą czy Gdańskiem, ale kompletnemu zniszczeniu uległ port i stocznia. Największą stratą Gdyni byli jednak ludzie. Większość polskich mieszkańców została przez Niemców wysiedlona lub trafiła do obozów koncentracyjnych, wielu poległo na frontach.
Do wyzwolonego w marcu 1945 roku miasta szybko zaczęły wracać niedobitki rodowitych gdynian, przybywali szukając miejsca na nowe gniazda warszawiacy, lwowiacy czy wilnianie, którzy w czasie wojny stracili wszystko…

Udziałem powojennego pokolenia był dramat krwawych wydarzeń Grudnia 1970 roku, kiedy gdyńscy stoczniowcy, tak jak stoczniowcy Gdańska, zbuntowali się w imieniu całego narodu przeciw władzy ludowej.
Gdynia wciąż o nich pamięta. W mieście stoją poświęcone ofiarom Grudnia ’70 pomniki. A w rocznicę tych okrutnych wydarzeń, ludzie zawsze przynoszą tam kwiaty i zapalają znicze.

Były też radosne dni buntu i nadziei w sierpniu 1980 roku, kiedy rodziła się Solidarność. Współcześnie Gdynia jest nowoczesnym ośrodkiem gospodarki morskiej, handlu międzynarodowego, nauki i szkolnictwa wyższego, kultury i turystyki. Jest chętnie przytaczanym przykładem miasta sukcesu, miasta ludzi przedsiębiorczych, aktywnych i odważnych.

Tak właśnie, też tak widzę moje miasto. I choć to zabrzmi zbyt patetycznie, jestem dumna, że to właśnie tutaj przyszło mi się urodzić i żyć.

IMG_0100

Fot. Magdalena Śliżewska

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przyjechać do mojego miasta, to koniecznie musicie to nadrobić. Niedługo nadejdzie lato, więc tym bardziej zapraszamy nad morze, a stąd przecież tylko przysłowiowy „rzut beretem” na półwysep helski, na starówkę do Gdańska, molo w Sopocie czy w końcu do… Karlskrony w Szwecji 😉

Magdalena Śliżewska

"Może faktycznie to nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?"- napisała dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska. Coś w tym jest. W końcu dziwnym splotem okoliczności to Skandynawia wybrała mnie... Od kilkunastu lat pracuję w szwedzkiej firmie Stena Line i dzięki temu mam możliwość poznawać tamte strony. A biorąc pod uwagę, że jako absolwentka dziennikarstwa jestem bardzo ciekawska, chłonę tę wiedzę zawsze z wielką chęcią. I z równie dużą przyjemnością podzielę się nią z Wami ;)

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.